Zacznijmy od „oczywistej oczywistości” – wszystkie linki prezentowane w serwisie powinny działać. Banał? Na pewno. Jednak w ferworze szybkiego tworzenia serwisu lub jego częstej przebudowy zdarza się, że kilka łączy jest nieaktywnych lub prowadzi nas do nieistniejącego dokumentu. Tymczasem nawet w wypadku dość rozbudowanej witryny ewentualną obecność takich niedociągnięć można szybko zweryfikować dzięki popularnemu walidatorowi linków W3C, dostępnemu pod adresem http://validator.w3.org/checklink. Także dla poszczególnych systemów obsługi treści dostępne są dodatki, które pozwalają na zbadanie, czy w strukturze strony nie pozostały jakieś „martwe” linki. W wypadku WordPressa będzie to na przykład Broken Link Checker. Nieaktywne hiperłącza zdarzają się ponadto dość często w popularnych newsletterach i dotyczą głównie – o ironio – opcji rezygnacji z ich subskrypcji. Popełnienie takiego błędu z pewnością nadszarpnie zaufanie, które do wydawcy biuletynu żywią jego użytkownicy.
Kolor, styl, aktywność...
Hiperłącza muszą się wyraźnie odróżniać od reszty tekstu przez na przykład odpowiedni kolor czy podkreślenie. Musimy także pamiętać, że kolor linków powinien pasować do ogólnej prezentacji layoutu i wykorzystywać kontrast barw. Dobranie odpowiednich rozwiązań będzie oczywiście kwestią indywidualnego podejścia do danego projektu – trudno podać uniwersalną receptę na wygląd odnośników. Możemy jednak zwrócić uwagę na trendy globalne. Najpopularniejsze obecnie kolory hiperłączy to odcienie czerwonego i niebieskiego. W bardzo intensywnej kolorystycznie grafice strony będą pasowały także pomarańczowe łącza.
Nie zapominajmy również, aby po kliknięciu danego linku jego kolor uległ zmianie. Barwa klikniętego hiperłącza nie może być przy tym zbyt intensywna. Przeciwnie – powinna być raczej „mdła”, w tonacji nieco ciemniejszej niż domyślna. Oznaczony jako „wykorzystany” link musi wyraźnie nawiązywać do otaczającego go tekstu, by dawać użytkownikowi czytelny sygnał – „tu już byłem”. Dzięki temu nawigacja na naszej stronie WWW będzie znacznie łatwiejsza.
Nie maskujmy linków
Zmorą Internetu są serwisy (coraz częściej blogi), które pełnią funkcję raczej marketingową niż informacyjną. Specjaliści od e-marketingu lubią eksperymentować z tworzeniem „sugestywnych” tekstów, mających nas do czegoś przekonać. Działa przy tym najczęściej prosta zasada, że gdy brakuje dobrego pomysłu na samą treść, ogromnego znaczenia nabiera jej wizualizacja. W efekcie liczne pogrubienia, kolorowania i podkreślenia tekstu maskują aktywne linki. Internauta ulega dezorientacji, nie wiedząc już, co jest łączem, a co nie jest. Nie stawiajmy użytkowników w takiej sytuacji. Link musi być widoczny, łatwo rozpoznawalny w strukturze strony. Jeśli tak nie będzie, odbiorca szybko straci chęć do dalszego zwiedzania naszego serwisu.
Główne założenia webusability mówią wyraźnie: nie należy kolorować tekstu niebędącego linkiem. Istnieją oczywiście pewne wyjątki od tej reguły. Na przykład w podsumowaniu wyboru opcji (checklista), w przycisku OK, możemy użyć koloru zielonego. Albo koloru czerwonego w pojawiającym się w wyniku wystąpienia wadliwej operacji słowie „błąd”. Nie używajmy jednak koloru niebieskiego dla tekstu niebędącego łączem, nawet gdy nie stosujemy tego koloru dla naszych linków. Niebieski kolor jest uznawany powszechnie za najbardziej przyciągający uwagę i skłaniający użytkownika do kliknięcia.
Opisz go dobrze
Ogromnym problemem webmasterów są fatalne opisy linków (Anchor Text). Z tym negatywnym zjawiskiem boryka się wiele serwisów. Pamiętajmy więc – łącze nie powinno wzbudzać żadnych wątpliwości odnośnie do tego, dokąd nas prowadzi. Nie można dopuścić do absurdalnej sytuacji, w której użytkownik będzie poświęcał czas na zastanowienie się przed kliknięciem każdego obecnego na stronie hiperłącza. Niezbyt precyzyjnie opisane łącza są po prostu niechętnie wykorzystywane przez internautów. Warto więc, projektując stronę, znaleźć chwilę na przemyślenie i opracowanie poprawnego opisu. Popularne „kliknij” lub „kliknij tutaj” na nikim nie robi już większego wrażenia. Powielanie takich fraz na skalę masową znieczuliło odbiorcę, który je podświadomie pomija, przeglądając witrynę. Takie sformułowania nie zawierają bowiem w sobie żadnej konkretnej treści. A właśnie tej ostatniej większość z nas poszukuje na stronach WWW. Tekst hiperłącza nie powinien być także zbyt długi – rozwiązanie typu: „Już dziś sprawdź nasze bardzo niskie ceny” jest niedopuszczalne. Efektywny link to najwyżej dwa celne pod względem marketingowym słowa. Dzięki takiemu podejściu zredukujemy do minimum problem dezorientacji użytkowników i tym samym zwiększymy użyteczność strony. Zawiłość lub brak konkretów w opisie przyniosą oczywiście efekt wprost odwrotny.
Webusability i SEO w jednym
Opis linku przez Anchor Text to jedno pożądane rozwiązanie. Wartość opisową możemy jednak znacznie podnieść przez wzbogacenie hiperłącza atrybutem <title>, odpowiadającym atrybutowi <alt>, stosowanemu w wypadku obrazów. Jako argument <title> możemy przekazać dodatkowe, uzupełniające informacje o zawartości linków. W wypadku łączy prowadzących do załączników będą to na przykład informacje o typie pliku i jego rozmiarze. Takie postępowanie staje się szczególnie istotne dla dużych załączników. Atrybut <title> oprócz zwiększenia użyteczności podnosi też wartość SEO naszego serwisu. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że wprowadzenie dodatkowych słów kluczowych w kodzie strony lub wzmocnienie pozycji istniejących przyda się w pozycjonowaniu. Pamiętajmy jednak, że tekst zawarty w <title> powinien różnić się od tego uwzględnionego w Anchor Text.
Lepiej nie zaskakiwać
Bez względu na wybrany model nawigacji na stronie WWW każde prezentowane hiperłącze powinno wywoływać konkretną akcję – przenieść użytkownika w inne miejsce serwisu. Zdarza się dosyć często, że na przykład w menu link do strony, na której się obecnie znajdujemy, jest aktywnym hiperłączem. Tego typu sytuacji należy unikać. Po kliknięciu strona przeładowuje się bowiem, zabierając użytkownikom cenny czas albo wręcz powodując ich dezorientację. Udostępniając w serwisie linki, musimy pamiętać, że internauci nie lubią być zaskakiwani. Takim niemiłym zaskoczeniem może być na przykład link e-mailowy. Konkretnie – niespodziewany link e-mailowy. Korzystając z tego typu hiperłączy, musimy jasno wskazać użytkownikowi, z jakim typem linku ma do czynienia, podając w jego opisie po prostu adres e-mailowy, a nie abstrakcyjne, mylące sformułowanie. Niespodziewane otwarcie się okna programu pocztowego nie zawsze jest szybkie i „bezbolesne” – zwłaszcza w wypadku nieco słabszych komputerów.
Innym ciekawy zagadnieniem, które należy poruszyć, jest otwieranie podstron w nowych oknach. Zgodnie z zasadami webusability nie powinno to mieć miejsca. Wywołujemy bowiem chwilową dezorientację u użytkownika, który nie może znaleźć przycisku Wstecz przeglądarki. Istnieje jednak kilka przykładów, które uzasadniają w pewien sposób takie rozwiązanie. Na przykład odwołanie się do dokumentu z innego serwisu. Z przyczyn marketingowych właściciele stron wolą, aby ich witryna pozostała w jednym z okien przeglądarki. Musimy więc rozstrzygnąć we własnym „e-sumieniu”, które rozwiązanie zastosować. Na pewno jednak nie powinniśmy nadużywać odwołań do nowego okna przeglądarki, co zresztą nie jest również zgodne ze standardami XHTML.
Dokumenty i reklamowe webusability
Link może się odwoływać nie tylko do kolejnej podstrony. Zdarza się również, że obiektem docelowym jest dokument. Czasem nawet bardzo duży i w nieznanym formacie. O ile to możliwe, dla dokumentów umieszczonych w naszej witrynie unikajmy obu tych cech. Rozmiar w dobie rosnących przepustowości łączy jest oczywiście sprawą względną, ale format pliku nigdy nie powinien być dla odbiorcy tajemnicą. Zwykle dokumenty umieszczane w serwisach zapisywane są w formatach PDF lub DOC. I tego się trzymajmy. Nie zapominajmy także, udostępniając popularne pliki PDF, o zamieszczeniu linku umożliwiającego szybkie zainstalowanie Acrobat Readera. Łącze do dużego pliku skonstruujmy zaś tak, aby nie otwierał się on w oknie przeglądarki, lecz w formie skompresowanej był gotowy do pobrania na dysk.
Przygotowując kampanię reklamową w Internecie, postępujmy również zgodnie z zasadami webusability. Zadbajmy o to, aby link z banera reklamowego przeniósł użytkownika bezpośrednio do specjalnej podstrony poświęconej promocji lub zawierającej szczegółowe informacje o danym produkcie (tzw. landing page). Szanujmy czas współczesnego internauty – kierowanie go na sam początek struktury witryny i zmuszanie do przeglądania wielu podstron tylko go zniechęci.
Podsumowanie
Dobrą puentą dla powyższych rozważań będzie hasło: pomóżmy użytkownikom przemierzać naszą stronę. Link wydaje się elementem dość niepozornym, ale jego wartość dla skutecznego korzystania z serwisów internetowych jest trudna do przecenienia, porównywalna z dobrze zaprojektowanym menu czy wyszukiwarką treści. To właśnie hiperłącze przyczyniło się do szybkiego rozwoju Internetu. Potraktujmy je więc z należnym mu szacunkiem.
---
Autor artykułu jest właścicielem firmy Perfect One, która specjalizuje się w badaniu użyteczności i funkcjonalności stron internetowych oraz doradztwie dla firm w tym zakresie.
Ładowanie















Dyskusja
dodaj komentarz