|
To były wakacje 2004. Kupiłem sobie budżetową Nitro Family, która od tamtego czasu cieszy się zaszczytnym mianem najgorszej gry, w jaką kiedykolwiek miałem okazję zagrać. Od tamtej pory mam straszny uraz do wszystkiego, co kosztuje niecałe 20 złotych i nazywa się FPSem. Z tej przyczyny z wielkim niepokojem udałem się do siedziby City Interactive, gdzie odbyła się prezentacja najnowszej produkcji studia – Code of Honor 2: Łańcuch Krytyczny.
Studio swego czasu wyrobiło sobie opinię specjalistów od tak zwanych „budżetówek”, a od niedawna stara się z tym nieprzychylnym wizerunkiem walczyć, forsując ideologię, że tania gra wcale nie musi być kiepska. Z pewnością jest w tym sporo prawdy, choćby dlatego, że pierwsza część Code of Honor, o podtytule Francuska Legia Cudzoziemska, otrzymała noty oscylujące w przedziale 6-7, a to przecież nie jest zły wynik jak na rodzime warunki. Tym razem autorzy celują jeszcze wyżej.

Terroryści mają helikoptery i z nimi także się zmierzymy. To taki standardowy motyw w strzelankach...
Code of Honor 2: Łańcuch Krytyczny to gra akcji utrzymana w konwencji First Person Shooter. Wcielamy się w jednego z członków Francuskiej Legii Cudzoziemskiej, przed którego oddziałem stoi trudne zadanie powstrzymania niebezpiecznych terrorystów. W jednej z południowoamerykańskich kolonii przestępcy chcą przejąć kontrolę nad eksperymentalnym reaktorem nuklearnym, co może wiązać się ze strasznymi konsekwencjami. Bandziory są straszliwie zdeterminowane i jest ich naprawdę sporo. No, ale co? Z tego. Że niby gracze mają im nie dać rady? Gracze?!
|