Inne 8 bit 16 bit NDS PSP Xbox Playstation 2 Xbox360 Wii Playstation 3 PC
konkurs gog

Ninja Gaiden 2

ninja_1.jpgJaka jest definicja prawdziwej gry wideo? Czy słowa "Nie mogłem odpalić mega-ataku, bo diabeł przywalił mi z lasera" (pozdro dla paczki pijaków-fachowców!:) są od niej odległe? Są gry i całe serie, w których najważniejsza jest fabuła. Są takie, w których liczą się klimat i przeżycia. Ale są też takie, w których liczy się tylko i wyłącznie GAMEPLAY i... Gameplay! Kiedyś - i mam tutaj na myśli naprawdę "kiedyś" - gry były nastawione na skill i właśnie kozacką zabawę - czy ta formuła ma rację bytu w dzisiejszych czasach (poza casual-gamingiem)? Jeszcze kilka lat temu moglibyśmy śmiało powiedzieć, że raczej nie bardzo - kilka lat temu, bo byłoby to jeszcze przed premierą Ninja Gaiden na pierwszego Xboxa. Team Ninja, na czele z Tomonobu „moje gry ryją beret i każą ssać konkurencji” Itagakim, tworząc na konsolę Microsoftu kolejną odsłonę (po starusieńkich NG sprzed milionów lat) przygód Ryu Hayabusy, otworzył bramy piekieł i dał nam zatopić się w hektolitrach gorącego, arcy-hardcore'owego (gra była piekielnie trudna) i w swojej prostocie niebywale skomplikowanego gameplay'u. Za te rzeczy pokochaliśmy niegdyś Ninja Gaiden. Teraz, gdy w moje łapska trafiło Ninja Gaiden 2, nie mogłem nawet wyobrazić sobie, że ów sukces nie zostanie powtórzony i że ta pozycja nie pokaże jeszcze dłuższych i ostrzejszych szponów. No i już po kilku chwilach twarz miałem na podłodze!

 

Świat ponownie spowiła groźba zniszczenia i nadejścia koszmaru, gdy "Ci źli" postanowili obudzić do życia Arch ninja_2.jpgFiend, najgroźniejszą ze wszystkich bestię, której nadejście nie wróży nikomu nic dobrego. Z tej też okazji agentka CIA, Sonia, postanawia odnaleźć Ryu Hayabusę - legendarnego już, potężnego ninję z klanu Hayabusa, który nie tak dawno temu posłał zło w zaświaty i udał się na zasłużony odpoczynek - jeśli jesteś ninją, czyt. trening. Po tym, jak - mniej więcej - jej się to udało... Hmm, a może jednak poprzestańmy na tym? Nie chcę zdradzać Wam zawiłości tak genialnego scenariusza. Buhaha! Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać - to niestety nie ten adres.

 

Zwykle zaczynamninja_3.jpg pisać reckę od oceny scenariusza. W tym przypadku żałuję tak naprawdę, że fabuła w ogóle podlega ocenie, bo żal mi jest teraz zjechać Ninja Gaiden 2 za tak słabą, banalną, pełną patosu i bezsensownych gadek oraz często wywołującą salwy śmiechu historię. Nawet nie zastanawiam się zresztą w jakich okolicznościach została ona stworzona - bo nie ma tutaj nad czym siedzieć. Żeby mniej więcej Wam to zobrazować - wyobraźcie sobie, że tworząc sensowną fabułę do tego typu gry siadacie z kilkoma gośćmi, tworzycie najpierw obraz pojedynków i ogólny zarys scenariusza, a później dodajecie do niego smaczki, fajowe akcje i świetne kwestie... Otóż, twórcy NG 2 najwyraźniej po całości olali to drugie zajęcie, stawiając jedynie na efekciarstwo i wymyślanie niewiarygodnych rzeczy, które będzie we wstawkach odwalał Ryu. Ten aspekt ssie. I to mocno. Całe cholerne szczęście, że akurat w tej pozycji nie chodzi o historię i całą otoczkę - i nie oszukujmy się, lepszy wyraźny banał, niż sztuczność, z jaką mamy do czynienia np. w serii Devil May Cry (poza "jedynczką":). W Ninja Gaiden nigdy nie chodziło bowiem o zawracanie nam dup jakimiś wydarzeniami - my tutaj mamy ciąć, rozwalać i rozczłonkowywać kolejne setki oponentów, więc po prostu zostawmy już ten temat ;).

 

Nas nie obchodzą powody, a skutki działań Ryu Hayabusy, więc czym prędzej przechodzę do esencji Ninja Gaiden 2 - walki! ninja_4.jpgPonownie, od Team Ninja otrzymaliśmy tutaj niesamowicie prosty i intuicyjny, a jednocześnie skomplikowany i pozwalający na rozprawianie się z przeciwnikiem według własnego widzimisię system walki - moim zdaniem totalnie bezkonkurencyjny (nikt nie fiknie :). I tak, mamy tutaj dwa typy uderzeń (mocne i słabsze, dostępne kolejno pod Y i X), skok, który daje nam jednocześnie możliwość wykonywania akrobatycznych skoków, biegania po ścianach itd., blok, który podczas ruchu przechodzi również w unik oraz całą paletę ruchów, do których dostęp uzyskamy poprzez odpowiednie mieszanie tych podstawowych. Reversale, guard-breaki, niszczycielskie kombosy, chwyty, a ponad to wszystko - ultimate'y, czyli ataki, do których realizacji wymagane są złote orby (kulki zostawiane przez poległych przeciwników) i dzięki którym niejednokrotnie zmienicie pole walki w istne pobojowisko, z co najmniej kilkoma wrogami bez kończyn, czekających na dobicie...

 

A właśnie! Nie mogę sobie oczywiście pozwolić na przemilczenie pewnej bardzo istotnej rzeczy, mianowicie nastawienia Ninja ninja_6.jpgGaiden 2 na niesamowitą i niespotykaną do tej pory wręcz brutalność, wynikającą nie tylko z litrów mieszanki mózgów i krwi na ścianach, ale przede wszystkim z systemu dekapitacji wrogów. Dziwiło Was kiedyś, że bad-boy'e po kilku ciosach ostrą jak brzytwa kataną ciągle są w stanie wymachiwać łapkami? No to teraz pozbawicie ich grabi nawet jednym, prostym, trafionym uderzeniem - tutaj po prostu czuć, jak mięcho jest rozcinane przez ostrze! Czegoś takiego nie widzieliście jeszcze nigdzie indziej! A najlepsze jest to, że zwykły Dragon Sword to tylko zabaweczka - prawdziwa jatka rozpoczyna się, gdy do akcji wkroczycie z resztą morderczej zbrojowni Ryu.

A Tomonobu razem ze swoimi asystentkami i pracownikami nie pożałowali nam tym razem żelaza - Lunar Staff, nninja_5.jpgawet na trzecim levelu, gdy jego końce stanowią najeżone kolcami, metalowe kule na łańcuchach, to tylko pikuś przy chyba najlepszych w grze Falcon Talons (drapieżne szpony na obu dłoniach i stopach Ryu, którymi potrafi on wyczyniać istne cuda i kroić na bieżąco pobliskich przeciwników), czy kosie - moim zdaniem stojącą w zestawieniu lekko za wyżej wymienioną zabawką (z uwagi na zbytnią kosiarskość - oponenci padają jak muchy przy pierwszym kontakcie z "główką"). Powraca też Vigoorian Flail (masakra!), ale równie mocno cieszą dwie nowe katany, dzierżone przez Ryu w obu rękach jednocześnie, zastępujące Nunchaku z poprzedniej odsłony pałki, czy choćby ostrze na łańcuchu, za którym aż ciężko nadążyć wzrokiem. Ekwipunek jest, no po prostu miodzio :). Nie gorzej sprawa ma się zresztą z bronią dystansową - wszelkiego rodzaju shurikeny, strzały, nawet lekka wersja mini-guna się znalazła (w końcu każdy szanujący się ninja nawala z ciężkiej broni palnej :). Każdą z wyżej wymienionych broni białych można tuningować u dziadka Muramasy (który prowadzi też sklepik z różnymi leczącymi i magicznymi rozmaitościami), co też tanie nie jest, ale efekty da się poczuć od razu. A jak komuś mało, to w NG znajdziecie też coś dla domorosłych magików - Ninpo, czyli magię (dostępnych jest jej kilka rodzajów), której używa się dzięki magicznym wzorom pod paskiem energii - w miarę postępów, owych symboli będzie naturalnie przybywać - a co za tym idzie, czarami pobawicie się częściej.

 

Jeśli miałbym porównać system walki z pierwszego i drugiego Ninja Gaiden, to odwołałbym się do analogicznej sytuacji, znanej ninja_7.jpgnam np. z serii Halo, czy choćby takiego Guitar Hero. System został po prostu lekko odświeżony (nowe combosy itd.) oraz poszedł mocno w efekty i widowiskowość, ale pozostał tym samym, niesamowicie dobrze sprawującym się narzędziem. Czy to lepiej, czy gorzej - to zależy od gustu. Ja osobiście wolę suchą technikę, z jakiej użyciem z przeciwnikami Hayabusa rozprawiał się w pierwszej odsłonie serii - ale ta widowiskowość to rekompensuje :). Dance macabre w najlepszym wydaniu. Coś takiego przebije dopiero "trójeczka".

 

Dosyć już jednak o samej walce, bo przecież nindże lubią nie tylko się naparzać, a również spacerować po fajnych miejscówkach - ninja_8.jpgi można śmiało powiedzieć, że Tomonobu zrobił Hayabusie dobrze w NG 2, jeśli o to chodzi. Bo o ile pierwsze miejscówki, ekhem, ssą, o tyle te kolejne, aż do końca potrafią porządnie powalić designem i wykonaniem. Jest też bardzo różnorodnie - mamy nie tylko Nowy York, wioskę klanu Hayabusa, czy Tokio, ale też piękną, pełną wilkołaków Wenecję, czy "urocze" zaświaty - na pochwałę zasługuje również świetnie wykonana, podwodna lokacja. Tutaj Team Ninja pokazało najwyższą klasę. To samo tyczy się zresztą przeciwników - i nie mówię tutaj o klasie, a o różnorodności, bo o ile jest z czym walczyć, o tyle design i poziom niektórych z oponentów może wywoływać różne odczucia. Przede wszystkim, w porównaniu do poprzedniej części, znacznie więcej jest tutaj diabelskiego pomiotu i kreatur wyciągniętych spod 7 kręgu w piekle, a już lżejszy nacisk położono na wrogów "ludzkich", z którymi walka jest przyjemniejsza. Sporna kwestia. Poza tym, niektórych z nich na Normalu (że nie wspomnę o poziomie trudności Easy, który znalazł się w tej odsłonie) i z wyekwipowanymi Falcon Talons nawet nie zauważycie - lecą na glebę szybciej, niż spadają na nią ich głowy. Im dalej, tym trudniej, no ale... Czasem brak wyzwań przeszkadza.

 

Co tu jeszcze... Koniec? Nie? Chcecie wiedzieć, jak mają się technikalia, tak? Ok, skoro chcecie zepsuć sobie dobre wrażenie... ninja_9.jpgPrawda jest taka, że nie tylko fabuła jest słabą stroną Ninja Gaiden 2 - są nią też ładna, ale nie do końca dopracowana grafika, czasem bugi, okropny framerate, który często potrafi po prostu stanąć na kilka sekund lub obniżyć pułap do 5 fps'ów oraz nadal pełna wad kamera, której w stosunku do "jedynki" nie poprawiono w ogóle. Technicznie gra wygląda tak, jakby zrobiono ją w pośpiechu, albo po prostu zostawiono sobie coś do polepszenia, by później mieć fajny pretekst do wydania tego samego softu ponownie - tyle, że z dodatkami. Ja na Ninja Gaiden 2 Black (bo pewnie tak nowa edycja będzie się nazywała?) czekam głównie dla misji i tych właśnie dodatków - ale fakt olania przez autorów sprawy i nie wrzucenia tego wszystkiego od razu jest denerwujący... Żeby była jasność - gra wygląda świetnie, no ale brakuje jej momentami jakiegoś szlifu (niektóre lokacje wyglądają ekstra, inne już nie). Poza tym, w walkach z ogromnymi, niejednokrotnie płonącymi, czy świecącymi jakimś światłem (pierwszorzędne efekty) bossami nie przeszkadza już tylko kamera, aż prosząca się o szpica na popęd, bo nie potrafi nadążyć za bohaterem, ale też przesadzone i mocno nasycone rozbłyski towarzyszące atakom szefów - jeśli ktoś będzie wszystko widział dokładnie podczas walki z dwoma płonącymi żółwio-mrówkojado-bestiami, to niech zgłosi się do nas po jakąś nagrodę. Aha - animacja jest pierwszorzędna, naturalnie :).

 

W Nindży Dwa, co nie powinno być jakąś niespodzianką, ponownie nie ma czegoś takiego jak tryb Multiplayer. Jednak autorzy ninja_10.jpgzechcieli nam to wynagrodzić, w drugiej części swojej serii wprowadzając coś, co zwie się Ninja Cinema. Sprawa jest prosta, jak nazwa, a rajcuje niezmiernie - teraz, gdy rozegracie niezapomniany pojedynek, posyłając jakiegoś szefa na tamten świat i np. nie tracąc przy tym energii oraz dokonując tego w 3 sekundy, nie musicie marnować już tchu na opowiadanie o tym kumplom, którzy i tak nie będą Wam pewnie wierzyć (duma nindży robi swoje :P). Teraz możecie im to pokazać; niezależnie od tego, czy siedzą w Waszym pokoju, czy też mieszkają po drugiej stronie oceanu. Dzięki Ninja Cinema dowolnie możecie nagrywać swoje pojedynki i dzielić się nimi z ziomkami z sieci - wystarczy kilka kliknięć i już. Kolejny sposób na mocny lansik, po achievementach, staje się powoli standardem.

 

Jedna z najgorętszych pozycji tego roku zaatakowała nas tuż przed sezonem ogórkowym i na szczęście, dzięki niesamowicie ninja_11.jpgdynamicznym, złożonym i brutalnym walkom oraz różnorodności doznań - przez co niestety straciliśmy na scenariuszu - bez wątpienia stanie się jednym z hitów, w które będziemy ciorać do upadłego w trakcie owej posuchy. Bo na bezrybiu, Ninja Gaiden to by nóżki nie złamała. Czy jakoś tak :). Niestety, ocena leci trochę w dół nie tylko ze względu na słabą, a raczej wręcz nijaką fabułę, ale głównie z uwagi na niedopracowanie kamery i technikalia. Fajnie, że tym razem Itagaki otworzył się na szerszą publikę, implementując poziom trudności Easy i dodając kilka ułatwiających rozgrywkę patentów (leczenie przy save-pointach). Wszyscy liczyliśmy, a raczej byliśmy pewni, że dostaniemy sequel godny tego miana i tak też się stało. Może w kilku miejscach twórcy spartolili dając nam babole zamiast usprawnień, no ale tak bywa. Nie chcą 40-ki? Fine. Do tematu powrócimy pewnie przy Blacku ;).

Ocena końcowa:

8.5

Dźwięk:8
Grafika:7
Gameplay:10
Żywotność:9
pegi 18+pegi przemoc
Producent: Team Ninja
Dystrybutor PL: CD Projekt
Premiera PL: 06.06.2008
Dystrybutor: Microsoft
Premiera: 06.06.2008
oficjalna strona www
minusy:
plusy:
Dzwonki Palacze Dietetyk oferty pracy Głogów działki bielsko