Inne 8 bit 16 bit NDS PSP Xbox Playstation 2 Xbox360 Wii Playstation 3 PC
konkurs gog

Gran Turismo 5 Prologue

 

gt5prologue_recka_00.jpgKtoś kiedyś stworzył świat w taki sposób, że występują na nim rzeczy różne. Przykładem tych ostatnich jest gatunek ludzki, wśród którego rozbieżności poglądowo-obyczajowe potrafią być niekiedy przeogromne, a jak doskonale wiadomo, kiedy coś jest diametralnie inne od czegoś, to efektem spotkania tych cosiów jest konflikt. Na mniejszą skalę to zjawisko określa się mianem sporu, i właśnie tym terminem – przy okazji recenzowania Gran Turismo 5 Prologue – zajmiemy się dzisiaj. Demo, czy nie demo, a także płacić, czy nie płacić – to właśnie sprawy, o których dyskusje od dłuższego czasu są bardzo żywiołowe, a jednoznacznej odpowiedzi jak nie było, tak nie ma.
 
 
 
 
Polyphony Digital w pocie czoła pracuje nad piątą odsłoną jednej z najsłynniejszych serii gier wyścigowych, którą bez wątpienia jest Gran Turismo, racząc graczy co rusz ostrymi niczym brzytwa screenami i filmikami prezentującymi gameplay. Apetyty rosły, a że wygłodniały tłum może być niebezpieczny, studio postanowiło zaoferować w postaci GT5 Prologue (podgt5prologue_recka_01.jpg koniec ubiegłego roku pojawiło się jeszcze demo GT5 Prologue, do którego szybko przylgnęła swojska nazwa „demo dema”) przedsmak tego, co będzie nas czekać w pełnej wersji. Przedsmak, trzeba odnotować, płatny, gdyż jego zasmakowanie wiąże się z wyciągnięciem z kieszeni dokładnie 139 złotych (oczywiście są też tańsze źródła ;). I właśnie za to sypało się mnóstwo bluzgów od podirytowanych posiadaczy PlayStation 3, bo w końcu kto to widział, żeby płacić za demo? Choćby było nie wiadomo jak obszerne, a takim jest właśnie produkcja Polyphony, w mojej opinii wystarczyłaby jedynie symboliczna opłata, zamykająca się w kwocie powiedzmy 30 złotych… No dobra, ale przecież to nie o pieniądzach miała być mowa.

 
W mordę poligonami
 
Kiedy twórcy gry na lewo i prawo wygłaszają teorie zakładające, że Gran Turismo 5 to najpiękniejszy racer wśród racerów, trudno nie rozpocząć recenzji od opisu oprawy graficznej właśnie. Największy plus oraz dodatkowo kilka flaszek wysokiej jakości należy się osobom odpowiedzialnym za przeniesienie w elektroniczny świat autentycznych modeli samochodów, które wyglądają wręcz oszałamiająco. Zadbano o każdy, nawet najmniejszy szczegół, umiejscowienie i wygląd każdego elementu takich fur, jak między innymi Ferrari F430 czy Ford Mustang GT - są identyczne, jak w „realu”. Fakt faktem, nie jest to ostateczna wersja gry i często aliasing potrafi popsuć arcydzieło, ale to problem na 98% możliwy do wyeliminowania – a wtedy wozy z GT5 będą wręcz fotorealistyczne.
 
Genialnie prezentuje się także wnętrze samochodów. Szczerze mówiąc grzechem ciężkim jest nie granie na kamerze umieszczonej wewnątrz fury, ponieważ traci się wtedy mnóstwo gt5prologue_recka_02.jpgcieszących oko efektów graficznych. Tonąca w szczegółach deska rozdzielcza, nie mniej dopracowane części ciała kierowcy na czele z ręką odpowiedzialną za zmianę biegów, ruchome zegary, a do tego lusterka, w których rzeczywiście odbija się obraz… Miód. Jedyny feler to kierownica posiadająca nienaturalnie mały kąt skrętu – wygląda to nieco komicznie, ale inne gry przyzwyczaiły nas do podobnych sytuacji w tym stopniu, że można podczas grania w GT5 Prologue spokojnie przymknąć na nie oko. A otworzyć na co innego, bo naprawdę jest gdzie patrzeć.
 
Jeśli chodzi o animacje, to aż tak idealnie jak w przypadku modeli samochodów nie jest, ale i tak dziecko Polyphony Digital trzyma klasę. Ogólnie gra śmiga w 60 FPSach (30 w powtórkach) i rozdziałce 1080p, ale czasem pojawiają się problemy z płynnością, głównie podczas efektownych kraks z udziałem ponad jednej trzeciej samochodów biorących udział w wyścigu. Silnik nie wyrabia i mamy malutki slow down, co jest kolejnym elementem, który twórcy muszą dopracować w pełnej wersji.
 
Ferrari, Ferrari, Ferrari…
 
Liczba dostępnych w Gran Turismo 5 Prologue samochodów – jak na demo – jest po prostu przerażająca. Do naszej dyspozycji oddano aż 70 fur, których zróżnicowanie pragnę wyrazić ilością marek, wynoszącą tutaj soczyste 31. Najciekawsze z nich? Proszę bardzo – Chevrolet Corvette, Dodge Viper GTS, Ford Mustang GT, Mitsubishi Lancer Evo IX, czy też gt5prologue_recka_03.jpgmój ukochany Nissan Skyline w kilku wersjach. I chociaż nawet te wozy mogą wprawić w zachwyt, to już totalny orgazm zapewnia obecność samochodów Ferrari, które zawitały w serii po całych dziesięciu latach oczekiwania. Mamy więc modele F40, F430, 599 oraz 512BB, które powodują naprawdę szeroki uśmiech na twarzy. Poza nimi w Gran Turismo 5 Prologue egzystuje także bolid F1 Ferrari z sezonu 2007, dokładnie ten sam, którym świetne wyniki osiągali Felipe Massa oraz Kimmi Raikonen (temu to nawet udało się mistrzostwo zdobyć, skubaniec ;). Jego odblokowanie to jednak droga przez mękę, potrzeba naprawdę sporo czasu, umiejętności i cierpliwości, żeby spełnić wszystkie warunki potrzebne do chwycenia jego kierownicy.
 
Duże rozczarowanie to natomiast udostępnione trasy, których jest sześć. Pierwsza z nich to stara znajoma z Gran Turismo HD, a mianowicie leżąca w górach Eiger Nordwand. Następnie mamy cztery licencjonowane tory: Suzuka, Fuji, High Speed Ring oraz Daytona Speedway. Kwartet jest niedopracowany, tekstury otoczenia, czyli traw, drzew, kibiców, trybun i całej reszty drugoplanowego tałatajstwa prezentują mierny poziom, fatalnie kontrastując z błyszczącymi w słońcu, pięknymi modelami samochodów. Dopełnieniem jest trasa biegnąca przez ciasne uliczki Londynu, czyli Polacy powinni poczuć się jak w domu. Każdy z torów można przejechać startując z dwóch przeciwległych końców, co w efekcie daje nam 12 tras. Poziom oferowanych przez Polyphony Digital torów można uznać za co najwyżej średni.

 
Ready, set up, go!
 
Samo ściganie się zostało podzielone na kilka trybów. Najważniejszy i zarazem najobszerniejszy z nich to Events, gdzie wyścigi są podzielone na 3 klasy – C, B i A. Oczywiście im wyżej, tym przeciwnicy jeżdżą lepiej, a poziom trudności tras wzrasta, podobnie zresztą jak kwota pieniędzy, jaką inkasuje się po ukończeniu zawodów. Każda klasa gt5prologue_recka_04.jpgzawiera 10 wyścigów, których przejście oznacza dojechanie do mety na co najmniej 3 miejscu. Trasy można powtarzać w nieskończoność, co jest dobrą wiadomością dla osób kochających ciułanie kasiory na wymarzoną furę. Po ukończeniu wszystkich wyścigów w trzech pierwszych klasach zostaje odblokowana klasa S, gdzie z powodzeniem mogą jeździć jedynie osoby naprawdę mające wysokie umiejętności. Tutaj każdy zakręt to wielkie wyzwanie, a do tego przeciwnicy są niemalże bezbłędni, także wykręcenie przyzwoitego czasu zajmuje czasem nawet kilka godzin. Tutaj też po raz pierwszy doświadczamy tuningu, niestety niezbyt rozbudowanego – pozwala on na regulację mocy, hamulców, skrętu kół czy dostosowanie ciężaru auta. Poza trybem Events panowie z Polyphony Digital przygotowali także walkę z czasem oraz zawody dla hardcore’owców, gdzie startując z ostatniej pozycji w trakcie jednego okrążenia trzeba wyprzedzić wszystkich rywali, których może być aż 15.
 
Spory krok naprzód to bez wątpienia model jazdy. Poszczególne samochody prowadzi się zgoła odmiennie, do opanowania każdej fury potrzeba dużo więcej czasu, niż w poprzednich częściach gry. W Gran Turismo 5 Prologue da się w końcu poczuć masę auta czy liczbę koni mechanicznych pod maską – moment myślenia o niebieskich migdałach i na amen tracisz panowanie nad autem, które kończy na poboczu. Skręt połączony z hamowaniem nie raz kończy się zablokowaniem kół i wypadnięciem z trasy, a wesołego kręcenia bączków po wciśnięciu gazu zbyt agresywnie w autach z napędem na tylną oś czasem nie ma końca. Majstersztykiem jest dostrzeżenie i przeniesienie na ekrany oddziaływania powietrza, które ma przecież niebagatelną rolę w prawdziwych wyścigach. Wiatr potrafi dodać nam kilka koni mechanicznych, ale jednocześnie występują sytuacje, kiedy wieje nam w twarz i auto bardziej się męczy. Wejście w tunel aerodynamiczny jadącego przed nami rywala skutkuje natomiast zauważalnym przyśpieszeniem. Bardzo zgrabne wykorzystanie praw fizyki. Trochę boli więc brak zniszczeń, mający swoje dalekosiężne efekty. Odbijanie się od band wprawdzie powoduje utratę cennych sekund skonsumowanych w celu powrotu na tor, ale dalej jedziemy autem w stanie idealnym. Gracze chcący wykorzystać tę niechlubną cechę Gran Turismo 5 Prologue i w stylu godnym destruction derby rozprawić się z rywalami niestety się jednak zawiodą, gdyż za nawet najmniejszy kontakt z autem rywala na kilka sekund obniżana jest prędkość. Do tego dochodzi typowa dla gier wideo „sprawiedliwość”, dzięki której sterowani przez AI przeciwnicy prawie zawsze unikają kar, a nierzadko po ich błędach obwiniany jest poszkodowany, czyli Ty.

 
Sztuczna głupota 
 
W Gran Turismo 5 Prologue pojawiają się niestety, miejscami dość spore, problemy ze sztuczną inteligencją przeciwników. Przez cały czas, jaki spędziłem z grą miałem wrażenie, że gt5prologue_recka_07.jpgkażdy z nich jest oskryptowany niemalże jak oponenci, do których musiałem strzelać w Call of Duty 4. Przykłady? Popełnianie dosłownie identycznych błędów, o identycznej porze i w identycznym miejscu toru. Do tego jeśli podjedziemy w odpowiedni sposób w pobliże auta rywala, wypadnie on z trasy. Za każdym razem, wystarczy tylko wypełnić założone warunki. Irytuje też fakt, że gdy gwałtowanie zahamujemy, 80% przeciwników zamiast swobodnie nas wyminąć, pomimo miejsca i czasu na taki manewr z uśmiechem w nas wjedzie. Polyphony, do roboty…
 
Przestań piszczeć…
  
Nierówno wypadła także oprawa dźwiękowa. Fakt faktem, ryk silników to prawdziwy majstersztyk, podczas prowadzenia powiedzmy Ferrari F430 aż się cieplej na sercu robi, kiedy słyszy się wycie tego ukrytego pod maską potwora. Pisk opon, chociaż nieco poprawiony w stosunku do Gran Turismo 4, wciąż potrafi irytować – dla przykładu ja nie mogłem go znieść, o czym byłem przekonany już podczas oglądania filmików z gameplayu na długo przed premiera GT5 Prologue. Brzmi to nienaturalnie i drażniąco. Ze ścieżki dźwiękowej spodobał mi się jedynie utwór przygrywający w menu, reszty mogłoby nawet nie być. Nie ma niestety opcji wgrania własnych piosenek, co jest dodatkowym minusikiem w kwestii oprawy audio.
  
Wybrakowanym być
  
W Gran Turismo 5 Prologue można się bawić również w trybie multiplayer, który niestety nie jest pozbawiony wad. Brakuje wielu podstawowych funkcji, takich jak możliwość gt5prologue_recka_08.jpgrozsyłania do kumpli zaproszeń do gry czy tworzenia własnych, prywatnych pokoi, co by mieć pewność, że hołota nie przybiegnie przeszkadzać Ci w rozgrywce na poziomie. Brak uszkodzeń daje się we znaki po raz kolejny, tym razem powodując brak kar za wjeżdżanie w innych graczy, co kończy się klnięciem i nieuczciwą rozgrywką. Lipnie… A co na to Yamauchi? Że będzie aktualizacja… czekamy, bo według zapowiedzi ma się ukazać w 2008 roku. 
 
Fun jest mimo wszystko
  
Czy warto zapłacić za Gran Turismo 5: Prologue 139 złotych? Myślę, że pomimo sporej ilości wad jednak warto, gdyż genialna oprawa graficzna i bardzo dobry model jazdy zapewniają sporo frajdy. To nie jest demo, a raczej okrojona pełna wersja, przy której można się bawić dobre kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt godzin. I do tego pokazująca, że na Gran Turismo 5 naprawdę warto czekać. Nawet do przyszłego roku.
 
Za udostępnienie gry do testów dziękujemy firmie Sony Polska!

Ocena końcowa:

8.3

Dźwięk:7
Grafika:9
Gameplay:8
Żywotność:8
pegi 3+
Producent: Polyphony Digital
Dystrybutor PL: Sony Polska
Premiera PL: 18.04.2008
Dystrybutor: Sony
Premiera: 17.04.2008
oficjalna strona www
minusy:

- mimo wszystko cena

- uciążliwy pisk opon

- SI

plusy:

+ genialnie odwzorowane modele samochodów, na czele z wnętrzami

+ tryb 1080p + 60 FPS = efekt powalający

+ model jazdy

ofe kursy walut GRY ONLINE kursy kosmetyczne poznan sy510.com prawo